Działał we francuskim ruchu oporu i siłach ONZ w Korei. Na przełomie lat 80. i 90. był wiceprezesem koncernu Elf Aquitaine (1989-1993). Przypisywano mu nieformalne kierowanie interesami firmy. Sirvena charakteryzował rzekomo nietypowy sposób negocjowania umów. W razie ewentualnych wątpliwości zgłaszanych przez kontrahenta, Sirven miał wielokrotnie uciekać się do gróźb. Prasa sugerowała też, że koncern Elf - jako dostawca broni dla jednej bądź drugiej walczącej strony - był odpowiedzialny za "reżyserowanie" wojen domowych w Afryce. Wszystkie operacje firmy w Iranie, Iraku, Katarze i Angoli nadzorował Sirven. Kiedy w 1994 r. pojawiły się pierwsze informacje o uwikłaniu koncernu Elf w afery korupcyjne, Sirven chwalił się, że trzyma polityków w garści.
W 1996 r. zbiegł jednak za granicę. Wydano za nim międzynarodowy list gończy. Szukał go też Interpol. Schwytano go dopiero w 2001 r. na Filipinach dzięki informacjom francuskich dziennikarzy. "L’Express" ujawnił jedną z jego fałszywych tożsamości za granicą i - podobnie jak "Paris Match" - opublikował zdjęcia jego filipińskich rezydencji, z których jedna zajmowała całą wyspę. Mówiono, że śledztwo w jego sprawie jest prowadzone opieszale, ponieważ zbyt dużo wiedział o wpływowych francuskich politykach. Słynny stał się również jego notes, w którym miały być nazwiska i numery telefonów m.in. byłych ministrów prawicy a także inicjały należące prawdopodobnie do syna byłego prezydenta Mitteranda, z bezpośrednim numerem telefonu do Pałacu Elizejskiego.
W maju 2001 Sirven został skazany na 4 lata więzienia i 2 miliony franków grzywny.
Niemiecki sąd umorzył śledztwo w innej aferze, w którą zamieszany był Sirven. Miał on w 1992 roku przekazać ówczesnemu kanclerzowi Helmutowi Kohlowi prowizję w wysokości 256 mln franków francuskich (37 mln marek) za umożliwienie koncernowi Elf kupna poenerdowskiego kombinatu petrochemicznego Leuna. Nie doszło także do powołania speckomisji w tej sprawie, czego domagali się politycy SPD.