Był jednym z pasażerów łódki, którą w listopadzie 1999 r. z komunistycznej Kuby do USA (przez Cieśninę Florydzką) próbowało uciec dwanaście osób. Uchodźcy mieli pecha. Łódka zaczęła tonąć. Kubańczycy przesiedli się na dwa pontony. Katastrofę przeżyły tylko trzy osoby, w tym mały Elian. Jego matka i ojczym zginęli. Chłopca dryfującego samotnie na jednym z pontonów wyłowiła amerykańska straż graniczna. Przez kilka następnych miesięcy trwała zażarta batalia o to czy Elian powinien pozostać u rodziny w USA, czy wrócić do ojca na Kubę, głos zabierali w tej sprawie także najważniejsi politycy. Ostatecznie po odrzuceniu odwołania do Sądu Najwyższego, chłopiec wrócił na Kubę.